10 lipca 2004

# 39

Kolejna Nasza Sobota*, aż słychać strzelające w powietrzu iskry, z gatunku tych seksualnych ma się rozumieć. Żyjemy już tylko czwartkiem i odliczaniem, kiedy to rodzice Mifu na dwa tygodnie opuszczają domowe pielesze, czego też im trochę zazdraszczamy, bo na Kretę lecą, lucky ones.
No ale dwa tygodnie!! Zasypiania razem, budzenia się razem, przytulania pupkami w nocy, porannego seksu przed pracą, popołudniowego seksu w kuchni po pracy, wieczornego seksu... Co ja mówię, namiastki wspólnego życia, o którym tyle rozmawiamy i o którym tak marzymy. Mam obiecane gorące kąpiele i gotowy obiad kiedy wrócę. A tak naprawdę wystarczy mi Mif otwierający drzwi w bokserkach i słodki sen przy moim czyli jego najseksowniej pachnącym ciele...

O złych rzeczach aż żal pisać, żal psuć tą sielankę. W poniedziałek piszę pismo do prokuratury o wszczęcie postępowania przeciwko temu skurwielowi. Mam tyle samo do stracenia w przypadku, jeśli tego nie zrobię, więc co mi tam, chociaż w skuteczność polskiego sądownictwa wierzę mniej więcej jak w wąglika w Klewkach.
Za groźby karalne grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności. Kobieta na komisaracie powiedziała, że jeśli połączą sprawę, która toczy się aktualnie przeciwko niemu z tą moją, to może dostanie z rok.
Ekstra.
A po roku mogę znowu zacząć się bać, wracać do domu póki jest jasno, sprawdzać czy nie stoi za windą, gdybać czy mam już poprzecinane koła w aucie czy może tylko szyby powybijane, zastanawiać się, czy zdążę zadzonić po policję kiedy znowu mu odbije i czy ci zdążą przyjechać zanim nie stanie mi się krzywda.

* Kriczr dopomina się, że mam wspomnieć o naszym obiadku. Więc: (aż mi się ślina zebrała) ziemniaczki purre, szaszłyk warzywny z kabaczka, pomidorów, papryki, cebulki, brokuła i kalafiora plus! plus! - kurczak w cieście zapiekany w miodzie i w sezamie.
Wiem, wiem, po prostu nie ma takich słów w tym ubogim języku, którym nieudolnie usiłuję się posługiwać, albo raczej moje umiejętności (grafomańskie) są na tak żenującym poziomie, że nie sposób opisać jak wybitnie utalentowanym duetem jesteśmy w kuchni.
Ale wiadomo jak to jest. Jak mawiają najstarsi górale - komu dobrze w kuchni, temu w łóżku tyż nienajgorzej (tydzień temu zrobiliśmy kurczaka w sosie musztardowo - miodowym, no i co z tego, że gotowiec Knorra, ale do tego - brokuły i kalafior pod beszamelem i żółtym serem).
We rule.

Brak komentarzy: